Cyprian Kamil Sajna

Objawienie a empiria, czyli czym różni się doświadczenie duchowe od eksperymentu i czy wiara jest irracjonalna.

Większość osób (w tym olbrzymia liczba naukowców) popełnia w moim odczuciu radykalny błąd odrzucając religijne doznania i objawienia jako pozbawione racjonalności i nie możliwe do udowodnienia. Prawdą jest, że wydarzenia takie jak np. ukazanie się Anioła Marii, czy ukazanie się zmartwychwstałego Jezusa apostołom nie spełnia podstawowego wymogu nauk empirycznych takich jak np. fizyka, tzn. nie jest zjawiskiem powtarzalnym, jednakże nie jest ono pozbawione wartości logicznej, gdyż albo takie zdarzenie miało miejsce (wartość logiczna=prawda), albo nie (wartość logiczna=fałsz). Problem najprawdopodobniej bierze się z faktu, że wydarzenia takie jak cuda (zwane zwykle nadnaturalnymi) nie mają charakteru neutralnego, a ich przyjęcie musi wiązać się ze zmianą myślenia i postępowania osoby, która była ich świadkiem. I tak zagorzały wróg chrześcijaństwa - św. Paweł, po ujrzeniu Chrystusa zaczyna być najbardziej zagorzałym orędownikiem wiary, apostołem, który zaczyna głosić ewangelię światu. Podobnie uczniowie Jezusa, zrezygnowani, przelęknieni i załamani, po spotkaniu ze swoim Mistrzem zmieniają się w ludzi niezwykle charyzmatycznych, odważnych i gotowych pójść na śmierć za wiarę. Dla osób, które bezpośrednio nie mają możliwości doświadczenia niezwykłych, ponadnaturalnych zdarzeń, wiara wymaga racjonalnego przyjęcia Słowa Bożego od bezpośrednich świadków poprzez czytanie ich relacji i ich słów wypisywanych w stanie uniesienia religijnego, czyli w naszym przypadku z czytania Biblii.



O ile wydarzenia zapisane na kartach Biblii podlegają takim samym kryteriom, co wydarzenia znane ze zwyklej historii, o tyle w przypadku tych pierwszych mamy do czynienia ze zjawiskami rzadkimi i niezwykłymi, które nie wkraczają w zakres życia codziennego. Różnica generalnie polega na tym, że w przypadku wydarzeń historycznych ingerencja Boga jest pośrednia, niedostrzegalna, tzn. zastane sytuacje są wynikiem bezpośredniego działania ludzi, zwierząt, czy szeroko rozumianej przyrody. Objawienia pochodzą wprost od Boga, to On przemawiał do Mojżesza, to On wskrzesił Łazarza, zaś Jego Syn Chrystus, który jest obrazem Ojca, bezpośrednio czynił cuda. Możemy jednakże wyobrazić sobie sytuację, w której poddajemy np. Marię Magdalenę testowi na wykrywaczu kłamstw. Wówczas z pomocą przychodzi nam nauka i w zupełnie racjonalny i kontrolowany sposób, dowiadujemy się, że faktycznie widziała Chrystusa po jego śmierci. Ateista i sceptyk zapewne uznałby, że wizja Marii Magdaleny była zwykłym urojeniem, gdyż chciała widzieć Pana. Pozostaje jednak pytanie, czy św. Paweł, wielki przeciwnik chrześcijan, chciał ujrzeć Jezusa?



Tutaj stajemy przed prawdopodobnie najważniejszym punktem, który ukazuje różnicę pomiędzy objawieniem, a eksperymentem laboratoryjnym. Eksperymenty naukowe polegają na świadomym ingerowaniu w naturę, wynikają z woli uczonego. Przede wszystkim eksperyment generalnie polega na falsyfikacji założonej teorii, tzn. doświadczenie obala, bądź potwierdza teoretyczny model. Badane obiekty czy zjawiska często określa się mianem obserwabli, zaś badającego nazwijmy obserwatorem. W przypadku doświadczeń duchowych mamy zupełnie przeciwną sytuację niż w laboratorium. Mianowicie, to nie my decydujemy o tym, czy takie objawienie będzie naszym udziałem, lecz Bóg. To Bóg wybrał uczniów dla Jezusa (J 17,6), to Bóg zdecydował, że Maria urodzi Chrystusa , to Bóg wybrał wspomnianego Pawła (Ef 3,8), żeby stal się apostołem pogan. Zatem w eksperiencji duchowej, to ludzie są obserwablami, a Pan jest obserwatorem.



Dla chrześcijanina jasnym jest, że istnieje coś, co zostało stworzone przez Boga oraz sam Bóg. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych (zwłaszcza z punktu widzenia mechaniki kwantowej) , możemy stwierdzić, że istnieje to co możemy badać zmysłami, to znaczy to co jest obserwowalne. Racjonalność i powtarzalność obserwacji prowadzi w konsekwencji do istnienia wiecznego obserwatora, który "podtrzymuje" świat materialny. W ten właśnie sposób George Berkeley, wybitny filozof, udowodnił istnienie Boga. Chociaż wydaje się to niepotrzebne, a nawet absurdalne, bo jak stworzenie może udowadniać istnienie swojego Stwórcy, władcy świata, to jednak argumentów i dowodów na rzecz istnienia Boga poczyniono wiele. Wynika to zapewne z faktu, że Człowiek domaga się racjonalnych przesłanek, nie posiada pełni wiary.



W tym momencie możemy jednak postawić pytanie, czy wiara pierwszych chrześcijan była pozbawiona racjonalności? Chociaż jak samo Pismo mówi "Boga nikt, nigdy nie widział" (J 1,18), to jednak nikt w tamtych czasach nie starał się dowodzić istnienia Boga Ojca. Pozostawała tylko wiara w to, czy faktycznie Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga. I tu wchodzimy na grunt jak najbardziej racjonalnych przesłanek, które mieli uczniowie. Jezus wypełnił mnóstwo proroctw, które znali apostołowie, Jezus czynił cuda ("to dla samych uczynków wierzcie", por. J 14, 11), a w końcu stanął przed nimi pomimo swojej śmierci. Można rzec, że uczniowie doświadczyli zmysłowo wydarzeń, które miały faktycznie miejsce. Dla nas, tych, którym pozostała wiara w objawienie spisane przez bezpośrednich świadków, cóż może być bardziej przekonywującego jak zapewnienie św. Jana, które umieścił na wstępie swojego listu - "co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały" (I Jana 1,1). Ponadto do dyspozycji mamy szereg dziedzin naukowych, dzięki którym możemy potwierdzać autentyczność Biblii. Niezwykłym dowodem z pewnością jest całun turyński (zachęcam do przeczytania książki Alfreda Palli "Całun Turyński").



Nasuwa się jedno ważne pytanie, dlaczego wobec tak wielu znaków, które czynił Jezus, wobec tak wielu racjonalnych przesłanek (proroctwa, zmartwychwstanie), wiele osób jednak nie uwierzyło (faryzeusze, kapłani żydowscy itd.). Eksperyment naukowy, powiedzmy eksperyment przeprowadzony przez Galileusza, w którym spuszczał on z wieży w Pizie kule aby udowodnić, że ciała pod wpływem wyłącznie sił grawitacyjnych, bez względu na swoją masę, spadają z jednakowym przyspieszeniem musiał przekonać wszystkich obserwatorów. Dlaczego wobec tego "doświadczenie" z Jezusem nie przekonywało wszystkich? Czy może uczniowie widzieli, to co chcieli widzieć? Nie. Wracamy tu do punktu, w którym wykazaliśmy, że w objawieniu, to nie my jesteśmy obserwatorami, lecz Bóg. To Bóg sprawił, że tylko wybrani uwierzyli i poznali Go (por. np. Mt 16, 15-17 i Mk 4, 11-12).Widzimy zatem, że wiara nie jest wyzbyta racjonalności, że można pewne fakty udowadniać na sposób rozumowy. Inną kwestią jest to, czy nasza argumentacja, poparta nawet niezbitymi dowodami i przesłankami przekona kogoś. Ze względu na odwrotną sytuację (my jako obserwable) niż w przypadku eksperiencji naukowej, o tym nie decydujemy my, lecz Bóg.



Pozostaje jeszcze rozważenie objawień prywatnych, które mają miejsce po czasach opisanych w Biblii. Dla wszystkich chrześcijan mają one jedynie znaczenie umocnienia w wierze, gdyż cala Ewangelia kończy się tam, gdzie kończy się Biblia. Objawienia, uniesienia religijne, czy doświadczanie cudownych uzdrowień są jedynie niejako eksperymentami, które po raz milionowy potwierdzają teorię, teorię, która zawarta jest w Piśmie Świętym, a która już wielokrotnie była potwierdzona. Dlatego właśnie prywatne objawienia należy konfrontować z Biblią, ażeby stwierdzić, czy faktycznie pochodzą od Boga, czy też są tylko urojeniami.



Wiemy zatem, że objawienie i świadectwa zawarte w Biblii są dla nas ostatecznymi, są niejako naszym narzędziem, naszą "matematyką" poprzez którą możemy dochodzić Prawdy. Prawdy, którą jest Chrystus, Chrystus, który faktycznie zmartwychwstał w ciele, który faktycznie przelał krew za nasze winy, który faktycznie czynił cuda, Chrystus, który faktycznie jest Synem Boga.




Web Design: Cyprian Sajna - Wszelkie prawa zastrzeżone!

cypriansajna@gmail.com